Zamknij

MEDIALNA STAL M: Bluj z bliska: Mieleckie takie tango

Nowiny – „Stal FKS panem południa jest”. Śpiewają kibice z Mielca. I dodają, że „Stal, jak za dawnych lat”. Przynajmniej trochę przesadzają. Na razie, ale w przyszłości? kto wie… Niech tak będzie!

Nie powiem, podoba mi się atmosfera w Mielcu. Bardzo mi się podoba mielecki stadion. To pewnie najładniejszy obiekt na Podkarpaciu. Rzeszowski, choć ma inną „specjalność”, ustępuje mu urodą i funkcjonalnością.

Podobnie zresztą, jak rzeszowska piłka jest słabsza od mieleckiej, choć stalowcom spod znaku Black Hawków daleko jeszcze do panów południa, to jednak zrodziło się tam coś naprawdę fajnego. Nie wolno tego zaprzepaścić.

Są w naszym regionie dwa, może trzy miejsca, gdzie drzemią szanse na powrót do świetnej przeszłości. Na pewno jedną z takich lokalizacji jest Stal Mielec. Pamiętam, jak przed laty jeździłem do Mielca na mecze ekstraklasy. Dawno to było temu – uśmiechali się do wspomnień napotkani fani z tamtych lat. Kapitalna sprawa, świetni zawodnicy, tak samo świetna atmosfera. Piłka na najwyższym poziomie.

Teraz prawie wszystko jest inne. I stadion jest inny. Nie ma takich gwiazd, jak przed laty, może się nawet jeszcze nie urodziły, a może wkrótce się przebudzą. Zamiast Legii z Warszawy przyjeżdża Puszcza z Niepołomic i – na razie – wygrywa z gospodarzami.

Nie ma takiego sponsora jak dawna WSK PZL Mielec, która dawała na wszystko, choć spadkobiercy tradycji PZL-a dokładają się do całości i chwała im za to. Jest duch dawnej Stali, choć nie ma takiej mocy, nawet ku temu, by Stal grała przy sztucznym oświetleniu.

Czyżby wyświeciła się w tamtym sezonie? Mam nadzieję, że nie. Wierzę, że ktoś znów ja zamówi. Mielec stać na to, by piłkarze nie kończyli spotkań o zmroku. Chciałbym bardzo, aby z tego zmroku znów rozbłysła Stal najwyższej próby.

Razem z tysiącami młodych, entuzjastycznie nastawionymi kibicami zamawiam Stal mocną. Tak mocną, jak kiedyś była. Szansa na to tli się na tym pięknym stadionie. Dmuchajcie i chuchajcie w nią, żeby rozpalił się płomień.

Niech trener Rafał Wójcik, nazywany przez kibiców Maserakiem, jak mi wytłumaczono z racji podobieństwa do tancerza Rafała, odtańczy ze swoimi chłopakami na płycie boiska „Takie tango” lub inny szlagier. Aby tak się stało musi być dobra gra, sponsorzy, dobry klimat, który jest i cała gęba szczęścia i oddani kibice. Tysiące kibiców. Niemożliwe? Możliwe. Tak samo w Stalowej Woli, Tarnobrzegu.

A za rok, za dwa, a może dopiero za trzy lub cztery także w Rzeszowie. Trzeba się tylko bardzo postarać, a nie biadolić i kisić się we własnym sosie.

Marek Bluj
bildeblujFot. Krzysztof Kapica