Historia meczów z Lechią Gdańsk, czyli nawet statystycy nie są zgodni

Przed nami kolejny ligowy mecz. W sobotę o godzinie 15 zmierzymy się z Lechią Gdańsk, z którą historycznie mamy dodatni bilans. Ciekawostką jest jednak to, że nawet statystycy nie są do końca zgodni, ile rozegraliśmy dokładnie meczów właśnie z tym rywalem.

Problem głównie polega na tym, że w sezonie 1995/96 w najwyższej klasie rozgrywkowej występował zespół o nazwie Lechia/Olimpia Gdańsk. Był to efekt fuzji ekstraklasowej wówczas Olimpii Poznań i Lechii Gdańsk, która grała w niższej lidze. Z tym zespołem rywalizowaliśmy dwukrotnie – u siebie wygraliśmy 2:1, a w Gdańsku padł remis 1:1.

Jeśli więc doliczymy do ogólnego bilansu dwa powyższe mecze, to w całej historii z Lechią Gdańsk graliśmy łącznie 19 razy. Wygraliśmy osiem spotkań, w sześciu padł remis, a porażek mieliśmy pięć. Ostatnią mamy zresztą świeżo w pamięci – 19 września przegraliśmy w Gdańsku 2:4.

Chcesz wspomóc Klub i przy okazji uzyskać szansę zdobycia cennych pamiątek? Kup Bilet Wsparcia na mecz z Lechią Gdańsk. Dalsza część artykułu poniżej.

Historię spotkań z Lechią zacznijmy jednak od początku, bo to zdecydowanie lepsze wspomnienia. W 1961 roku beniaminek z Mielca ograł Lechię w Gdańsku 2:0.

– Wynik był sensacyjny, bo kilka dni wcześniej Stal sromotnie poległa u siebie z Górnikiem Zabrze 1:7 co dziś pozostaje jedną z dwóch największych porażek w lidze. Sensacja była tym większa, że po urazie Pyki, Stal miała zdolnych do gry… 11 zawodników – opowiada nam Tomasz Leyko, autor książki „Biało-Niebieska”.

Gdańszczanie ewidentnie zlekceważyli mielczan, którzy po 10 minutach prowadzili 2:0 po golach ówczesnych gwiazdorów czyli Tobollika i Kapuścińskiego.

– Dużo kontrowersji wywołała druga bramka, bo zdaniem publiczności był ewidentny spalony – podkreśla Leyko. Boleśnie odczuł to arbiter, który do końca spotkania był obrażany przez kibiców. Z kolei Stal umiejętnie pilnowała wyniku, a kilka kontr mogło przynieść pozytywny efekt.

Zwróćmy uwagę na istotny szczegół o którym dziś zapominamy. – Mecz odbywał się w mieście, które jeszcze 16 lat wcześniej formalnie nie było w granicach naszego kraju. Wizyta w miejscowości, którą duża część kibiców i również zawodników pamiętała jako „Wolne Miasto Gdańsk” na pewno była wtedy przeżyciem – przypomina autor książki „Biało-Niebieska”.

W rewanżu w Mielcu było jeszcze lepiej, choć to Lechia wciąż była faworytem, znacznie lepiej lokowanym w tabeli. Stal pokonała gdańszczan aż 6:1 mimo iż, podobnie jak wiosną, pojedynek ten poprzedziło „lanie” od zabrzan (tym razem 1:6).

– Trzy gole dla mielczan zdobył Rajmund Kapuściński i był to pierwszy hat-trick mielczan w pierwszej lidze, 2 gole dołożył Czylok, a jednego Harężlak. Ten ostatni to ciekawa postać, ale o nim będzie okazja powiedzieć więcej przy okazji meczu z Podbeskidziem – opowiada T. Leyko.

– W następnym sezonie były dwa remisy 0:0 i 1:1. W bramce Lechii zagrał wtedy Mieczysław Sztuka, dobry znajomy mielczan, wychowanek Stali, z którą w 1957 roku awansował do II ligi i zaliczył w niej udany debiut. Rok później wybrał się na studia do krakowskiej Politechniki i przywdział pasiastą koszulkę Cracovii, skąd trafił do Lechii, kontynuując akademicką drogę na Politechnice Gdańskiej. Interesował się nim także Górnik Zabrze. Po zakończeniu piłkarskiej kariery pełnił wiele odpowiedzialnych funkcji i stanowisk na Pomorzu. Odpowiadał m.in. za budownictwo komunalne w Gdańsku. Otrzymał tytuł „Zasłużony Miasta Gdańska”, został też odznaczony „Złotym Krzyżem Zasługi”. Zmarł w 2009 roku.

Lata 80. to kolejne potyczki na poziomie ekstraklasy. W sezonie 1986/87 na wyjeździe mielczanie zremisowali 0:0, a u siebie wygrali 1-0.  W tym drugim meczu gola strzelił młody Leszek Jędraszczyk, dla którego był to dopiero drugi występ. W Lechii bronił Janusz Stawarz, który do Gdańska przeniósł się z Mielca po spadku z ekstraklasy w 1983 roku.

Później mieliśmy dwa mecze z lat 90-tych, o których pisaliśmy wyżej oraz wrześniowy mecz już w PKO BP Ekstraklasie. Jak będzie tym razem? O tym przekonamy się już w sobotę (27 lutego) o godzinie 15. Transmisja w Canal+Sport.

FOT. GRZEGORZ RADTKE / 400mm.pl