Poznajmy się bliżej. Maks Sitek, czyli fan gier komputerowych, dobrych kryminałów i ciężkiej pracy

Maksymilian Sitek w grudniu skończy 21 lat, a już zebrał spore doświadczenie. Sportowe, ale i życiowe. W Warszawie mieszkał w bursie, w której wychowawcami byli księża i panował w niej spory rygor. Reprezentował barwy Stali Rzeszów i Resovii. Jego pierwszym recenzentem jest tata, na co dzień trener piłkarski.

Maksymilian Sitek na piłkę nożną w zasadzie był skazany. Jego tata Grzegorz jest bowiem dobrze znanym na Podkarpaciu trenerem, ale też po prostu fanatykiem piłki nożnej. To, że Maks został piłkarzem nie może więc dziwić. – Tak, to tata zaraził mnie tą pasją i zapisał na pierwsze treningi – słyszymy.

Grzegorz Sitek związany był z Resovią, ale syna zapisał po sąsiedzku, w Stali Rzeszów. – W sumie nie wiem, dlaczego tak się stało. Myślę, że po prostu w Resovii nie było mojego rocznika – opowiada Maksymilian Sitek.

Bywało różnie

Koniec końców w zespole „pasiaków” i tak wylądował. Zaczęła się nim interesować Legia Warszawa i podjął decyzję o przenosinach do stolicy. Wtedy w Stali trochę krzywo na to patrzyli i w obawie o brak gry przeniósł się na Wyspiańskiego. – Zależało mi przede wszystkim na tym, aby grać i dobrze się przygotować na przejście do Legii Warszawa – wspomina nasz rozmówca.

Jako trzynastolatek wylądował w dużo większej Warszawie. – Mieszkałem w bursie, naszymi wychowami byli księża i życie toczyło się w dosyć sporym rygorze. Wiadomo, że nastolatki za czymś takim nie przepadają i czasem zdarzało się unikać choćby modlitw – uśmiecha się Maks.

Sam jednak przyznaje, że ten czas był dla niego dobrą szkołą. Pieniądze oczywiście otrzymywał od rodziców, ale w młodym wieku musiał się nauczyć zarządzania nimi. – Jasne, miałem wsparcie rodziców, ale głównie musiałem liczyć na siebie i starałem sobie wszystko ogarniać. To na pewno przygotowało mnie do dalszego życia – słyszymy.

Pod względem sportowym bywało różnie. Maks nie zawsze miał miejsce w składzie, co bez wątpienia nie było łatwe dla młodego chłopaka, którego rozpiera energia, a ma też duże ambicje. – Czasem czułem się, jak drugorzędny zawodnik. Byłem mniejszy i często słyszałem, że mam potencjał, ale go nie wykorzystuję – powiedział bohater tej historii.

Wieloletnia znajomość

W Legii co pół roku była selekcja, ale on nie odpadał i utrzymał się w do samego końca, a więc występów w CLJ. W znacznej mierze zawdzięcza to własnej ciężkiej pracy. – Nie ukrywam, że byli w drużynie lepsi ode mnie i zacząłem trenować dodatkowo, aby zbliżyć się poziomem do kolegów. Braki fizyczne musiałem nadrabiać innymi elementami, jak choćby techniką, dryblingiem i sprytem – wspomina wahadłowy PGE FKS Stali Mielec, który w Warszawie miał okazję grać razem choćby z Wiktorem Kłosem, a więc obecnie kolegą z mieleckiej szatni.

– Z Wiktorem znamy się od bardzo dawna, bo graliśmy też razem w kadrach Podkarpacia – słyszymy. Teraz nie trzyma się jednak tylko z „Kłosikiem”, ale choćby również z Kokim Hinokio. Są dobrymi kumplami, a ta znajomość ma też dodatkową wartość. – Koki świetnie mówi po angielsku, a więc mogę szlifować ten język – uśmiecha się.

Stal zapisana w gwiazdach

Można powiedzieć, że Stal Mielec była mu pisana od dziecka. – Mieszkałem w tym mieście bodaj przez dwa lata, jako dzieciaczek. Rodzina ze strony mojej mamy pochodzi z tego miasta. Tutaj urodził się mój brat, a dziadek mocno zawsze kibicował Stali – powiedział. To jednak nie koniec związków z naszym miastem. W Siarce Tarnobrzeg trenował go przecież Włodzimierz Gąsior, a w Puszczy Niepołomice Tomasz Tułacz, a więc mielczanie. – Wychodzi na to, że Mielec miałem zapisany w gwiazdach – śmieje się nasz rozmówca.

Wspomniany na początku tata Maksa jest jego największym kibicem, ale i recenzentem. – Zawsze ma jakieś uwagi – uśmiecha się Sitek. – Od zawsze chciał, abym pokazywał coś więcej. Przede wszystkim, żebym grał dużo jeden na jednego, był nawet trochę samolubny. Sam często przyznaje, że bardziej przeżywa moje mecze ode mnie. Ja to się jakoś wybitnie nie stresuję. Przecież robię to, co kocham.

Gry i kryminały

Rodzina jest dla niego bardzo ważna i jak ma tylko możliwość to wraca do domu, aby spędzić z bliskimi trochę czasu. Po treningach lubi natomiast usiąść przy komputerze i pograć ze znajomymi, choćby z Erykiem Galarą w League of Legends.

– Zawodowcem jednak nie będę – śmieje się. – Tam są przecież ludzie, co grają po kilkanaście godzin dziennie. Ja po prostu lubię od czasu do czasu spędzić trochę wolnego w ten sposób, i tyle. Teraz wychodzi nowa FIFA, więc pewnie i to będzie grane. Z chęcią grywam też w Wiedźmina – dodaje. To zresztą od gry komputerowej zaczęło się jego kibicowanie Tottenhamowi. – Grałem nim w FIFĘ i jakoś mnie ten klub zafascynował. Obecnie nie mam może wielkich powodów do zadowolenia, gablota nie jest pełna trofeów, ale jeszcze się odkują – uśmiecha się Maks.

Bez obaw, gry komputerowe nie zabierają jednak naszemu piłkarzowi zbyt wiele czasu. Chętnie odpoczywa bowiem również przy książce, a szczególnie gustuje w kryminałach. Chwali sobie Jo Nesbo i cykl z Harrym Hole. Z polskich autorów poleca Remigiusza Mroza.

Więcej od stalmielec.com

Futbolsport.pl