Z klubowej kroniki Stali – był taki mecz z Piastem Gliwice (cz. 22)

0
368

09.11.1977 – Gliwice, 1/8 Pucharu Polski, Piast Gliwice – Stal Mielec 1-0 (0-0, 0-0)

Sędziował: Brzozowski (Lublin)
Widzów: 15.000

Piast: Apostel – Pawlik, Kałużyński, Mirka, Jonda, Gontarewicz, Dunajczyk, Buncol, Ledwoń, Statowski, Wieczorek (46 Brzezoń)
Trener: S. Oślizło

Stal: Kukla – Rześny, Kosiński, Załężny, Per, Buda (ż), Kasperczak, W. Karaś, S. Karaś, Szarmach, Chamielec (35 Demko)
Trener: K. Pawlikaniec

Bramka: Pawlik 119 (karny) min.

To będzie już czwarty mecz z Piastem Gliwice w Pucharze Polski. W dotychczasowych trzech pojedynkach Stal zawsze odpadała, w tym raz po konkursie rzutów karnych. Zawsze były to jednak bardzo emocjonujące spotkania, w dwóch z nich potrzeba było także dogrywki żeby wyłonić zwycięzcę.

Stal zagrała w środowym meczu z drugoligowcem bez swego asa atutowego Grzegorza Lato, który był kontuzjowany, podobnie jak Zbigniew Hnatio. Nasz zespół był wypoczęty, gdyż został na Śląsku po ostatnim w rundzie jesiennej ligowym meczu (06.11.1977; 2-2) w Zabrzu z Górnikiem. Gospodarze nie przestraszyli się wyżej notowanego zespołu fabrycznego i zagrali od pierwszej minuty z wielką ambicją, przeprowadzając wiele dynamicznych ataków. Już w 4. minucie mielczan uratował słupek, w który trafił Statowski.

W drugiej połowie, 10 minut po wznowieniu gry piłka po strzale gospodarzy trafiła w poprzeczkę. Biało-niebiescy przez całe spotkanie grali anemicznie, zaczęli stwarzać groźne sytuacje dopiero w dogrywce. Bardzo blado wypadł w ataku Szarmach. Gdy wydawało się że, o wszystkim zdecydują rzuty karne, na niecałe 60 sekund przed końcem doliczonego czasu gry, po dośrodkowaniu Ledwonia, Marian Kosiński sfaulował w polu karnym skaczącego do główki Statowskiego. Sędzia odgwizdał jedenastkę, którą pewnie wykorzystał obrońca Tadeusz Pawlik. Piast w tym sezonie zrobił furorę w pucharowej rywalizacji, gdyż po raz pierwszy w swej historii doszedł aż do finału, gdzie uległ Zagłębiu Sosnowiec 0-2.

7 marca 2021 roku, bez udziału publiczności przegraliśmy w Gliwicach 1-2.

Leszek Śledziona
Fot. Archiwum Leszka Śledziony